Ponieważ stawiam pierwsze kroki w dziedzinie jakiej jest blogowanie wybaczcie kanciastość i oszczędność w treści i formie. Powoli mam nadzieję oswoić się z tym cudem i opisać szerzej naszą podróż to wspaniałego i pełnego kontrastów kraju jakim jest Brazylia.
Minął już rok od mojego pobytu w ziemi słońca (Terra de sol - jak ją nazywają brazylijczycy). Zbierałem się żeby zamieścić trochę zdjęć z tej wyprawy, ale ponieważ nie mam czasu na robienie osobnej strony padło na bloga. Zobaczymy jak to się sprawdzi.
O moich pierwszych wrażeniach po wylądowaniu w Sao Paulo opowiem trochę później. Tymczasem zbliżamy się do Guaratuba - miejscowości wypoczynkowej na południu Brazylii. Jedziemy tzw. Piękną Drogą, która jest faktycznie bardzo malownicza ale zarazem bardzo kręta.
Przystanek na posterunku Policji drogowej.

Normalnym widokiem obok posterunków Policji są złomowiska aut i motorów. Na takie "parkingi" trafiaja samochody po wypadkach. Składowane są tam pojazdy, które albo czekają na "zlicytowanie" albo nie zostały odkupione. Nie wiem jak progreso ale ordem na pewno jest....przynajmniej obok posterunku;)

Widok z drogi zwanej Piękną

Miało być o przylocie do Sao Paulo i pierwszych wrażeniach. Ponieważ nie mam zdjęć z przylotu słowami muszę opisać co zobaczyłem.
W samolocie okrutnie zmarzłem. Klima chodziła chyba na maksa. Nie pomógł koc i co i raz przynoszone przez stuardesy wino;) Po wejściu na lotnisko zmiana klimatu już dała się odczuć. Formalności i odbiór bagażu. No właśnie - BAGAŻ. Przyjaciel prosił o przywiezienie kwasu chlebowego z Polski. Więc jak prosił tak włożyłem do walizki. Przy odbiorze na kołowrotku moja walizka wyróżniała się mokrą plamą wokół:(( Cały kwas wylał się na ciuchy........byłem bardzo zły. Na szczęście przyjaciele i znajomi już na nas czekali i ich widok i powitanie pozwoliło mi zapomnieć na moment o powodzi w walizce. Co się też później okazało straty nie były wielkie. Owszem ubrania pachniały kwasem chlebowy ale plam nie było a zapach szybko się ulotnił:)
Po wyjściu z budynku lotniska uderzyła nas fala gorąca i szczególny zapach. Dla mnie zapach ten kojarzy się z zapachem rozgrzanego asfaltu na parkingu centrum handlowego. Tak "pachnie" rozgrzane słońcem miasto. Ktoś powie że śmierdzi......no coż po części będzie miał rację.... Ciekawe było to że były okolice 9 wieczorem a wciąż było 20 parę stopni. Pożegnalismy znajomych, którzy przyjechali specjalnie nas zobaczyć i powitać. Zapakowaliśmy nasze bagaże do vana i w drogę. Kierunek GUARATUBA!
Oserwując zabudowania przedmieść Sao Paulo szybko zauważyłem okalające wszystkie domy wysokie ok 3 m płoty i mury czasami zakończone drutem kolczastym. Samochody stały za tymi płotami na podjazdach osłonietych dachem, który często kończył się na płocie. Efekt był taki że nie dało się wejśc na posesję górą, a jedynie bramką, która była oczywiście cały czas zamknięta. W takim miejscu i w takiej sytuacji wręcz naturalnym jest widok krat w oknach i często też widok metalowych okiennic.
Kolejną ciekawostką dotyczącą płotów były reklamy. Mało jest takich reklam wyklejanych czy drukowanych na tablicach. Mam tu na myśli mniejsze miasta. Za to powszechnym jest malowanie reklam na murach. Dla mnie to jeden z symboli Ameryki Pd. - reklamy malowane na murach i vany.....duuuuużo vanów:) O naszym wspaniałym vanie - Chevrolecie napiszę później:)